Ostatki, nazywane również zapustami i kusakami to wyjątkowa tradycja, która do tej pory kultywowana jest w różnych częściach województwa łódzkiego. Barwny korowód co roku przechodzi m.in. ulicami Bełchatowa. Archiwalne zdjęcia pokazują jednak, jak świętowanie wyglądało przed laty.
Korowód ostatkowy na ulicach wsi, a w nim…
Jak sama nazwa wskazuje ostatki, to ostatnie dni karnawału, podczas których mieszkańcy tańczą, jedzą i piją do syta. Przed laty okres ten wiązał się również z tzw. przebierańcami, czyli tradycją chodzenia od domu do domu barwnej i głośnej grupy przebierańców. Odwiedziny miały zapewnić gospodarzom dobrobyt i urodzaj w nowym roku.
- W orszaku najczęściej były te same postacie, a każda miała swoją rolę: Dziad obcałowywał panny, Cyganka wróżyła, Baba próbowała coś ukraść, Żyd zabierał to, co Baba ukradła, a Miś rozrabiał. Postacie niedźwiedzia czy bociana w wierzeniach ludowych symbolizowały siły witalne, płodność oraz odradzającą się przyrodę. Diabeł czy śmierć przypominały o granicy między czasem zabawy a okresem postnej powagi – informuje Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego.
Osoba odrywająca misia rozrabiakę była owijana grochowinami, które chroniły przed uderzeniami poganiacza. Z czasem do korowodów zaczęły dołączać kolejne postacie.
Tradycja w Bełchatowie ciągle żywa
W wielu miejscach korowody ostatkowe są już jedynie wspomnieniem. Mieszkańcy części województwa wciąż jednak kultywują tę tradycję. Do tej grupy zaliczają się m.in. Bełchatowianie. Co roku ulicami miasta przechodzi barwny korowód, w którym udział biorą uczniowie wszystkich bełchatowskich szkół. Młodzież prowadzona przez przebierańców odwiedza m.in. urzędy i inne miejskie instytucje.
Podczas miejskich zapustów nie brakuje wesołych tańców, a także psikusów i żarów. W zeszłym roku w korowodzie miś, kolędnik, diabły i anioły wesoło maszerowali w towarzystwie bełchatowskiej „Rajki” oraz uczniów i muzealników.
Fot. Miasto Bełchatów
Korowód to niejedyna tradycja
Archiwalne zdjęcia ze zbiorów Archiwum Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi pokazują, że korowód nie był jedyną ostatkową tradycją kultywowaną w naszym województwie.
- Na wsiach w Łódzkiem np. w powiecie sieradzkim, świętowano go na różne sposoby m.in. podczas popularnego babskiego combra, czyli „babskiej” imprezy, w której trakcie młoda mężatka musiała się wkupić w łaski starszych gospodyń. Dla ciągle niezamężnych panien był tzw. Podkoziołek - zabawa w ostatkowy wtorek, podczas której panny musiały odkupić swoją winę, za to, że nie wyszły jeszcze za mąż. Centralnym punktem była figurka Koziołka (chłopca), w której cebule symbolizowały płodność. Był też talerz (położony pod Koziołkiem), na który panny wrzucały pieniądze – przypomina urząd marszałkowski.
Koziołek miał swój odpowiednik również dla mężczyzn. Siemieniec, popularny m.in. w powiecie łaskim i polegał na tańcu mężczyzn w karczmie lub chałupie. W tym czasie żonaty już mężczyzna smagał ich batem lub miotłą. Tradycja ta miała zapobiegać kładzeniu się zboża.
Święta obchodzone w ostatnich dniach karnawału
Końcówka karnawału była również związana z kilkoma katolickimi świętami. Nie bez powodu do dziś choinki rozbiera się 2 lutego.
- Tego dnia święcono świece, które mają szczególną właściwość sakrum, a tym samym wierzono, że mają moc zabezpieczającą i wspomagającą. To dlatego podczas burzy umieszczało się je np. w oknach, żeby chronić dom od pożaru. Zapalało się tę gromnicę np. przy osobach konających. W przeszłości dymem z gromnic określono znaki krzyża na drzwiach, piecu, oknach czy też belkach stropowych domu, chroniąc w ten sposób domostwo przed nieszczęściem – mówi Michał Świercz, etnograf z Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi.
Z kolei 3 lutego obchodzony był dzień świętego Błażeja, który w kulturze ludowej jest patronem chorych, cierpiących na gardło, na ból gardła.
- W przeszłości tego dnia, czyli 3 lutego, w kościołach święcono świece, tzw. Błażejki. Jest też również taka legenda, która opowiada, że biskup Błażej, prowadzony po schwytaniu już przez żołnierzy, zatrzymał się na chwilę przy chłopcu, który zadławił się ością z ryby i dusił się. Biskup dotknął szyi chłopca, czyniąc znak krzyża, a młody człowiek odzyskał zdrowie – opowiada Michał Świercz.
5 lutego to natomiast dzień świętej Agaty.
- W przyszłości, właśnie w dniu świętej Agaty, święcono w kościołach sól, chleb, wodę, cukier, czy też owies. Wierni byli przekonani, wierzyli wręcz w to, że uchroni ich to przed pożarem po wodzie – mówi Michał Świercz.
Komentarze (0)